Dlaczego lubimy się bać ?

Dlaczego postępujemy nielogicznie i porzucamy bezpieczne i wygodne biuro na rzecz rwącej rzeki, kanionu, powietrza, sprzętów umożliwiających pokonywanie barier?

 

Nie sposób ukryć, że wielu z miłośników sportów ekstremalnych to zawodowo stateczne osoby – pracujący w biurach. Gdzie powinniśmy szukać przyczyny zamiłowania do adrenaliny, która wiąże się ze strachem?


Na początku warto zaznaczyć, że strach, a co za tym idzie wytwarzana przez korę nadnerczy adrenalina, jest z nami od zawsze. Gdy jeszcze mieszkaliśmy w jaskiniach, uganiając się za zwierzyną, miała na celu przygotowanie organizmu do podjęcia walki bądź szybkiej ucieczki. Dziś umiejętności te są nam zbędne, ale chęć odczucia czegoś więcej niż zwykle, pozostała.


Na początku jest strach. Niemal za każdym razem, gdy próbujemy czegoś nowego pojawia się strach, który w połączeniu z fascynacją skłania do podjęcia rzuconej nam rękawicy.
Jak to się dzieje, że wjeżdżamy na górę, mamy odbyć swój pierwszy skok na bungee i nagle ogarniają nas wątpliwości? Można powiedzieć, że to nasz organizm pokazuje, że to głupie, niebezpieczne, tego nie powinniśmy robić, zalewają nas kolejne dawki adrenaliny, emocje rosną, a my decydujemy się skoczyć. Jednak najciekawsze dopiero przed nami. Kilka myśli brzmiących: nigdy więcej, nagle zamienia się w planowanie kolejnej atrakcji, dostarczającej emocji niespotykanych na co dzień, uznajemy, że to, co się właśnie stało było fajne, inne niż codzienność, pasjonujące.


Obcując z tak silnymi emocjami mamy szansę na pewnego rodzaju oczyszczenie. Stresująca praca, ciągłe napięcie i moment, w którym wszystko przestaje się liczyć, bo skupiamy się na sobie, odczuciach, tym, co się dzieje i stać się może. A później? Później nie ma już tych problemów, zdają się być małe, nie wracamy tak szybko do poziomu spięcia sprzed ekstremalnej przygody.

 

Śmiałek, czy głupiec? Kim jest miłośnik sportów ekstremalnych? Szaleńcem, który ryzykuje własne życie i zdrowie, narażając znajomych i rodzinę na utratę bliskich? Może śmiałkiem, który odważył się na coś niecodziennego, czego inni nie mogą zrobić? Tutaj odpowiedzi będą różne, z pewnością niezgodne. W końcu jedni uważają, że ekstremalna pasja to proszenie się o własną śmierć, inni, że odwaga, na którą nie każdego stać. Jak jest naprawdę?

 

 

 

 

 

 

Pomimo tego, że sport ekstremalny to balansowanie na cienkiej granicy bezpieczeństwa, igranie ze śmiercią i narażanie się na nieprzewidywalne zmiany podczas wyprawy – trudno nazwać go totalną głupotą. W końcu głupcem jest ten, który się nie boi, a nie boi się, bo nie zdaje sobie sprawy z powagi sytuacji, nie jest przygotowany na wszelkie ewentualności i idzie w ciemno gdzieś, gdzie spotka go natura, z której siłami nie będzie się mógł mierzyć.


Profesjonaliści, miłośnicy sportów ekstremalnych to ludzie, którzy doskonale zdają sobie sprawę z ryzyka, na jakie się zdecydowali. Miesiącami, a często nawet latami przygotowują się do jednej, konkretnej wyprawy. Do zdobycia szczytu, do skoczenia z niebezpiecznego urwiska. Każda z tych rzeczy poprzedzona jest dokładnymi oględzinami, przygotowaniem fizycznym i psychicznym, bo to drugie w sytuacji kryzysowej odegra pierwszoplanową rolę. Ciężko więc nazwać głupcem człowieka, który robi to, co kocha!


Jeśli miłość do sportów ekstremalnych i potrzeba dostarczania nowych dawek adrenaliny, która działa jak narkotyk, a my chcemy więcej i więcej, jest prawdziwa – zamiłowaniom zostaje podporządkowane życie. Zarówno to zawodowe, jak i rodzinne. I choć zapaleńcy kochają swoje rodziny, świetnie spisują się w pracy, to nic nie jest w stanie stanąć im na przeszkodzie do spełniania marzeń, ambicji i odczuwania emocji, na które czekają.

 

Autor: Kinga Tobała

 

Strach

Copyright ©2017
Agencja Reklamowa GREEN FROG • wszelkie prawa zastrzeżone
 

  FANATYCY ADRENALINY  

Żyj Bez Granic

Logotyp