Ratownictwo - praca czy pasja?

W całej Polsce jest ich około 6 tys. Są gotowi w każdej chwili spieszyć na pomoc zagrożonym kolegom. Na temat ich pracy krąży wiele plotek i mitów. Ratownicy górniczy- jak naprawdę wygląda ich praca? Kim są i jakie przeżywają emocje. Postaramy się odpowiedzieć na te pytania.

 

Należałoby zacząć od tego kto może zostać ratownikiem górniczym. Kandydat na ratownika powinien mieć minimum 21 lat , odpowiedni staż pracy  w kopalni i przede wszystkim przejść odpowiednie badania i testy. Jeśli wszystkie zostaną zaliczone, zostanie skierowany na kurs podstawowy dla ratowników górniczych.

 

Jest to jednak dopiero początek przygody z ratownictwem. Po kursie zacznie się codzienna ratownicza praca. Wielu ludzi myśli, że ratownicy podobnie jak strażacy, czekają aż coś się stanie. Nic bardziej mylnego. Każdego dnia wykonują oni pracę mającą na celu poprawę bezpieczeństwa w kopalniach. W myśl zasady lepiej zapobiegać niż leczyć.

W kopalniach często można usłyszeć, że ratownicy nic nie robią i nieźle zarabiają. Zapytaliśmy Marcina Wojtczaka, ratownika z 12 letnim stażem jak jest naprawdę. Czy chodzi tylko o pieniądze?

 

„ Nie ma co ukrywać, że na co dzień, praca w ratownictwie wiąże się z pewnymi „bonusami”. Część członków drużyn ratowniczych zgłosiło się do ratownictwa tylko i wyłącznie ze względu na te gratyfikacje. Ale dla wielu ratowników, dla mnie także, ratownictwo to służba i z ręka na sercu mogę powiedzieć, że zostałem ratownikiem nie dla pieniędzy, ale z chęci niesienia pomocy”- odpowiada Marcin.

 

 Każdy ratownik poza codzienna pracą odbywa również ćwiczenia ratownicze. Mają one usprawnić jego działanie w czasie akcji ratowniczej. Ćwiczenia są przeprowadzane 6 razy  w roku i mają różny charakter i tematykę. Warto wspomnieć, że wielu z nich jest przeszkolonych  w fachowym udzielaniu pierwszej pomocy. Szkolą również innych pracowników.

 

 

 

 

Ratownictwo to nie tylko zwyczajne zadania. To także niebezpieczne akcje. Nie ma roku abyśmy nie słyszeli o tragicznych wydarzeniach  w kopalniach. Czy zastanawialiście się, jak to wygląda z perspektywy ratownika?


„Brałem udział w kilku akcjach ratowania życia. Udało się w nich uratować ludzi, ale niestety w każdej z nich były też ofiary śmiertelne. Za każdym razem, po telefonie ze stacji, kiedy trzeba jak najprędzej się zameldować, są natrętne myśli: co się stało, jak, dlaczego, czy ktoś zginął, czy będą jakieś drastyczne widoki, czy mi i kolegom nic nie grozi. Te myśli towarzyszą w takich momentach wszystkim, kiedy się przebierają, kiedy jadą autobusem, czy pociągiem, kiedy czekają w bazie na wyjście do akcji. Ale kiedy pada komenda, przygotować się do wyjścia, zrobić kontrole, kiedy już wiemy jakie mamy zadanie do wykonania to skupiamy się na tym zadaniu. Tu wielka rola zastępowego, zapanować nad emocjami swoimi, ale przede wszystkim nad emocjami ratowników w swoim zastępie. Wtedy skupiamy się już tylko i wyłącznie na zadaniu które postawiono przed nami do wykonania”


Skoro mowa o emocjach. Ratownicy to zwyczajni ludzie. Oni również je odczuwają. Czy zdarza im się płakać? Czy robią to otwarcie?


„Ratownicy to tylko ludzie. Ludzie płaczą, ratownicy też. Mi się to nie zdarzyło, ale wiem, że ratownicy na Krupińskim płakali. Płakali kiedy okazało się, że dwóch spośród nich zginęło. Zginęli niosąc pomoc, zginęli na służbie"

 

 

 

Akcja o jakiej wspomina Marcin była jedną z najcięższych akcji ratowniczych od wielu lat. 5 maja 2011 roku  w kopalni „Krupiński” zapalił się metan. Zginął wtedy jeden pracownik i dwóch ratowników. Jednego z nich odnaleziono dopiero po 5 dniach. Wszystko przez bardzo duże zadymienie  i wysoką temperaturę, które bardzo utrudniały prowadzenie akcji ratowniczej.

 

W historii polskiego ratownictwa górniczego, są też karty szczęśliwe. Jedną z nich jest uratowanie Zbigniewa Nowaka, który czekał na pomoc 111 godzin. Tyle czasu zajęło ratownikom dotarcie do zasypanego górnika. Można powiedzieć, że był to cud. Nie zdarzyłby się jednak, bez wielogodzinnej mozolnej i nieprzerwanej pracy ratowników.


Niewątpliwie tak ciężką i niebezpieczną pracę trzeba gdzieś odreagować. Aktywność pozazawodowa ratowników górniczych jest bardzo zróżnicowana. Od biegów ulicznych czy triatlonów, jazdę na rowerach MTB i „ścigaczach”, po loty na paralotni.


„Wielu kolegów ma różne hobby. Szachy pewnie dostarczają mniej adrenaliny niż skoki ze spadochronem, ale każdy sposób na odreagowanie emocji z pracy jest dobry. Trzeba mieć co robić po pracy, nie można jej przynosić do domu, obciążać tymi negatywnymi emocjami swoich bliskich”- doradza Marcin.

 



Mamy nadzieję, że przybliżyliśmy wam prace i życie ratowników górniczych. Czekajcie na kolejne artykuły o emocjach związanych z ratowaniem innych.

 

Autor: Tadeusz Maron

 

 

Jak się zmotywować?

  FANATYCY ADRENALINY  

Żyj Bez Granic

Logotyp

Copyright ©2017
Agencja Interaktywna GREEN FROG • wszelkie prawa zastrzeżone